Aktualności

Przedsiębiorca a finansowanie

Poniżej pierwsza część wywiadu z Pawłem Mazurem z ANG Biznes. Rozmawialiśmy m.in. o szansach i zagrożeniach przedsiębiorców decydujących się na kredyt, „małych” i „dużych graczach” w branży finansowej, zmianach w prosperowaniu przedsiębiorstw oraz o tym, jak się w tym wszystkim przedsiębiorca ma połapać.

M: Kredyty mają zazwyczaj pejoratywny wydźwięk wśród społeczeństwa. Czy spotykasz się z czymś takim również wśród firm?

 

P: Z długiem jest tak, że może zostać zaciągnięty oraz dobrze zainwestowany, a w efekcie końcowym pchnie naszą firmę do przodu. Niektórzy jednak biorą kredyt tylko w celu konsumpcyjnym. Dla jednych ludzi pożyczka jest szansą, inni nie potrafią takiej okazji wykorzystać, „przejadają” pożyczone pieniądze i szukają kolejnego kredytu. Wtedy mamy do czynienia z błędnym kołem. Warto też pamiętać, że firma pożycza pieniądze na wyższe kwoty niż klient indywidualny, więc i ewentualne szkody są w takim wypadku odpowiednio większe.

 

M: Jednak z pożyczek korzysta wiele firm – świadczy o tym chociażby to, że niektóre z takich kredytów są dedykowane np. corocznej odnawialności.

 

P: Jasne, taki kredyt może być regularną okazją do zainwestowania go w inne miejsce. Pojawia się jakaś szansa rozwoju dla firmy i te pieniądze pozwalają z niej skorzystać, kupić więcej towaru, zatrudnić więcej ludzi itp. Tak jak mówię – to dlaczego kredyt czy jakiś inny dług pojawia się w firmie, może mieć różną genezę. Dobrą i złą.

 

M: A uważasz, że faktycznie teraz tacy „mali gracze”, są eliminowani przez „większych graczy”? A może właśnie dzięki takim produktom gotówkowym są w stanie utrzymać się na powierzchni?

 

P: Myślę, że w każdej branży jest tak, że „duży” zawsze może więcej, więc trudniej jest konkurować „małym graczom”. Pytanie, czy kredyty zwiększają im szansę, czy konkurencyjność? Oczywiście kapitał wiele ułatwia, bez niego bardzo trudno coś zrobić. Ktoś, kto może sobie pozwolić na więcej błędów na pewno ma większy komfort. Przynajmniej ja tak na to zawsze patrzę. Zawsze warto pieniądze przeznaczyć na coś, co te pieniądze przyniesie z powrotem, a nie na gaszenie pożarów. Takie myślenie doprowadziło polskie górnictwo na skraj nierentowności, trzeba do niego dopłacać i ogólnie wzbudza wiele kontrowersji – z ekonomicznego punktu widzenia.

 

M: A widzisz jakąś różnicę w prosperowaniu przedsiębiorstw w stosunku do tego jak było 10 lat temu? Szczególnie jeśli chodzi o możliwości pozyskania funduszy z zewnątrz.

 

P: Zmiana jest znacząca, nawet nie ma co porównywać. Dzisiaj tych pieniędzy do pozyskania jest dużo, dużo więcej niż kiedyś. Mało tego, ich pozyskanie jest łatwiejsze – choć wciąż stwarza problemy. Odkąd pojawiło się więcej możliwości, przedsiębiorca ma nie lada zagwozdkę, żeby się w tym wszystkim zorientować. Programy pomocowe, pożyczki z dotacją, dopłatą unijną, oferta bankowa, oferta firm pożyczkowych… Wydaje mi się, że dla kogoś, kto ma własną firmę, zorientowanie się w możliwościach wsparcia finansowego z zewnątrz jest niemożliwe. Oczywiście, możemy kogoś dodatkowo zatrudnić – taka osoba zajmowałaby się tylko szukaniem dla firmy pieniędzy, które można pozyskać. Pytanie, czy to zajęcie na etat, a może jednorazowa potrzeba? Drugą możliwością jest szukanie środków na własną rękę, jeśli mamy czas do porównywania często do złudzenia podobnych ofert. I trzecia możliwość, którą ja osobiście bym polecił, to zlecenie takiej pracy na zewnątrz, a więc skorzystanie z pomocy doradcy finansowego. Tutaj napotykamy jednak kolejną przeszkodę – doradców w Polsce jest mało, a tych, którzy zajmują się stricte firmami jest jeszcze mniej. Odpowiadając wprost na zadane przez Ciebie pytanie – na pewno łatwiej dziś pozyskać kapitał, jest więcej możliwości do rozwoju i co ważne, to miejsce wciąż jest. Zawsze może być szybciej i prościej dla tych przedsiębiorców.

 

M: A sądzisz, że na rynku wciąż jest miejsce dla jednoosobowych firm?

 

P: Tak, uważam, że nigdy go nie zabraknie. Mało tego, w ostatnich latach panuje swego rodzaju renesans zawodów, które wydawać się mogło, że „odchodzą do lamusa”.

 

M: Mówimy np. o stolarzach, szewcach?

 

P: Na przykład. Oni wcale nie muszą być wielką firmą, aby dobrze sobie radzić. Klienci coraz bardziej doceniają produkty wyjątkowe, rękodzieła. Popyt na masowe produkcje z Chin czy Bangladeszu jest coraz mniejszy. Przykład z naszego podwórka to poznana na gali Mikroprzedsiębiorcy Roku firma Many Mornings. W dużym skrócie: dwóch młodych ludzi wymyśliło sobie biznes powiązany z problemem, który dotyczy wielu z nas – chodzi o odwieczne poszukiwanie odpowiadającej pary skarpetek. Panowie stwierdzili, że skoro im zdarza się wyjść do pracy w dwóch różnych skarpetkach, dlaczego by nie zrobić z dwóch pozornie innych skarpetek pary połączonej jakimś motywem?  Dodatkowym ich atutem było to, że mieli bardzo fajny program pomocowy – za każdą kupioną parę, inna para była wysyłana do domu dziecka. Reasumując, firma dalej jest niewielka, a nie dość, że jest intratna, to jeszcze chce pomagać innym. Nie każdy ma zapędy imperialistyczne (śmiech). Kolejnym przykładem takich małych i stosunkowo dobrze zarabiających przedsiębiorstw są np. fizjoterapeuci, graficy komputerowi, copywriterzy… 

 

M: Skoro mówiliśmy o fizjoterapeutach, chciałabym poruszyć (pośrednio) temat ratowników medycznych. To również osoby, które mogą mieć własną działalność i będą potrzebowały do tego zakupienia specjalistycznego sprzętu. I tu pojawia się szansa zrealizowania zakupu z wyjątkowo niskim VAT-em. Co byś polecił takiej osobie: leasing operacyjny czy finansowy?

 

P: Faktycznie, VAT jest bardzo ważnym czynnikiem, jeżeli chodzi o wybór sposobu finansowania. W przypadku sprzętu medycznego VAT wynosi 8% i wtedy firmie nie opłaca się leasing operacyjny – tam ta stawka musiałaby być wyższa. Zalecałbym raczej leasing finansowy, stworzony właśnie do takich produktów. I tu pojawia się problem, o którym wspominałem wcześniej – żeby przedsiębiorca dobrał sobie metodę finansowania, musiałby mieć naprawdę dużą wiedzę, która tak naprawdę nie jest mu w codziennej pracy potrzebna.

 

M: Próba szukania finansowania na własną rękę może odbić się na całym naszym biznesie?

 

P: Coś, na co prawie nikt nie zwraca uwagi, to tzw. stawka amortyzacji, czyli jak szybko coś będzie traciło na wartości – np. sprzęt dla programisty. To taka bardzo skrótowa definicja. Gdy bierzemy kredyt pięcioletni czy dziesięcioletni na sprzęt, który traci na wartości bardzo szybko, całe przedsięwzięcie mija się z celem. Częstym błędem przedsiębiorców jest krótkoterminowa inwestycja (np. remont), finansowana kredytem na 5 i 10 lat tylko po to, aby obniżyć ratę, którą muszą spłacać. Z kolei inwestycje długoterminowe potrzebujące czasu, aby się spłacić, są finansowane kredytem w rachunku, który jest pieniądzem krótkoterminowym. I to jest błąd, który często może zaważyć później na płynności finansowej w firmie. Tych niuansów jest znacznie więcej. Przychodzą do nas przedsiębiorcy z biznesplanami uwzględniającymi pozyskanie funduszy z kredytu zaciąganego na 30 lat. A powiedzmy sobie jasno – nikt nie wie, jak świat będzie za te 30 lat wyglądał. Z tego powodu próba uzyskania kredytu z banku na rozkręcenie biznesu często kończy się fiaskiem.

 

M: Zostańmy jeszcze chwilę przy amortyzacji. Czy może ona zaważyć na naszej zdolności kredytowej?

 

P: Na pewno. Amortyzacja jest kosztem, więc pomniejsza zysk firmy. Jednak większość banków podchodzi do tego tak, że patrzy ile tej amortyzacji było w danym okresie i podnosi zysk o wartość amortyzacji. Nie każdy bank, ale znaczna większość podejmie taką decyzję. Może być przecież taka sytuacja, że firma za swój rok obrachunkowy w zasadzie na koniec roku poniosła straty, a jak dodamy do tego amortyzację, nagle okazuje się, że liczne inwestycje spowodowały w tej firmie duży zysk. Trzeba patrzeć na całokształt, nie tylko na stricte zysk, inaczej zakłamujemy widziany obraz.

 

Rozmowę przeprowadziłam z Pawłem Mazurem: https://odpowiedzialnefinanse.pl/pawel.mazur

Brak Komentarzy, Bądź pierwszy!